Blog > Komentarze do wpisu
Rozdział III
Hmm, Ines mnie jakby zmobilizowała i w dwie godzinki napisałam to-to. Dedykowane Ines za mobilizację :P Pozdrawiam i liczę na komentarze! PS. Rozmowa między Severusem i Hermioną tylko nieco przerobiona z filmu :D PPS. Przepraszam za błędy, spieszyłam się.

3.

Snape krążył po pokoju i rozmyślał. Od tygodnia nie mógł usiedzieć na miejscu. Wciąż odczuwał przemożną potrzebę wyjścia na miasto, ale wiedział, że taka wyprawa na pewno źle się skończy. Podświadomie to czuł. Nawet odmówił Lucjuszowi, gdy ten zaprosił go do ekskluzywnej restauracji w Londynie. Nie skusiła go też wizja wizyty w klubie nocnym, na którą tak bardzo namawiał go Malfoy. Nie wiedzieć czemu, ten klub znajdował się blisko mieszkania Gran...

Tak! To było to! Severus przystanął wpół kroku. Nie chciał wychodzić, bo bał się, że spotka byłą Gryfonkę! Ale dlaczego nie chciał jej zobaczyć? Hmm... Ta kwestia wymagała gruntownego przemyślenia. I szklanki Ognistej, tak.

Wyjął całą, jeszcze nienaruszoną butelkę tego jakże szlachetnego trunku, tą samą, którą dostał od Lucjusza na... Nie, tą, co dostał na urodziny już dawno zużył, tą, co miał zamiar wypić teraz kupił normalnie w sklepie. Miała gorszy rocznik, ale też się nadawała.

Usiadł na fotelu, a butelkę i literatkę postawił obok, na ławie. Chester od razu wpakował mu się na kolana. Severus przypomniał sobie, jak ujrzał go po raz pierwszy...

Szedł ulicą do domu, to było krótko po rozstaniu z Megan. Wtedy, prosto pod jego nogi, wyskoczył pies, trzymając coś czarnego w pysku. Gdy zobaczył ponurego czarodzieja, zaskomlał, wypuścił czarne coś i uciekł z podkulonym ogonem. O tak, tutaj wszyscy się go bali, nawet zwierzęta. Snape uśmiechnął się pod nosem i zwrócił uwagę na kłębek sierści przed nim. Wyglądało jak kot, ale głowy by za to nie dał. Nagle, dziwne zwierzę otworzyło swoje niesamowicie złote oczy, popatrzyło na mężczyznę i cicho zamiauczało. Widok ujął Severusa, który pod wpływem jakiejś siły wziął ostrożnie zwierzę na ręce, otulił je płaszczem i zaniósł do domu, nie zważając na plamy błota z sierści. W łazience ostrożnie umył i opatrzył kota. Potem poszedł z nim do kuchni, gdzie napoił go mlekiem oraz próbował nakarmić kiełbasą, ale zwierzę było tak wymęczone i poharatane, że nie miało siły przełknąć niczego poza płynami.

Severus opiekował się kotem dopóki nie był zdolny samodzielnie jeść, pić i chodzić. Wtedy zaniósł go do mugolskiego weterynarza, który zaszczepił go według przepisów oraz wykastrował. Nie będą mu się przecież pałętać po domu małe kociaki.

Snape początkowo miał zamiar oddać zwierzę, tuż po tym jak wyzdrowieje, ale spojrzenie złotych oczu sprawiło, że nie miał serca zostawiać go w schronisku. Kupił kocią karmę, kuwetę (co z tego, że załatwiał się na dworze, w domu też musi coś mieć) i kłębek wełny (gdzieś czytał, że koty uwielbiają się tym bawić). Z ostatnim zakupem nie trafił, bo Chester nie należał do kotów rozrywkowych. Dużo bardziej od motka wełny wolał ciepły dywanik przed kominkiem i odgłos tykającego zegara.

Stop. Miał przecież rozmyślać, dlaczego nie chce spotkać Granger. A tymczasem roztkliwia się nad kotem. Podrapał zwierzę za uchem, co spotkało się z pełnym aprobaty mruczeniem, po czym nalał sobie bursztynowego płynu do szklanki i umościł wygodniej w fotelu.

To, od czego by tu zacząć... Może jego problem wynika z tego, że niedawno się rozwiódł? Nie przecież bywał w klubach ze striptizem, przebywanie z kobietami nie było mu obce. Hmm, ale to Granger. Ze swoim umysłem i inteligencją. Tamte striptizerki nie dorastały jej do pięt.

W takim razie, może właśnie chodzi o umysł? Może on boi się, że go pobije intelektualnie? Też chyba nie. Przecież zawsze mógł polegać na swoich słynnych ripostach, na pewno odgryzłby się tak, że zamilkłaby, cała zarumieniona ze wstydu.

Chyba, że... Właściwie, czemu nie miałby się z nią spotkać? W sumie, może wyciągnąłby z niej jakieś tajemnice Złotej Trójcy. Albo, dlaczego ukrywała się przez tyle lat. Tak, to pytanie nurtowało go niemiłosiernie. Przecież mogła mieć sławę, owutemy zdała śpiewająco, więc dostanie się na najlepszą uczelnię w kraju lub też na niektóre zagraniczne, nie sprawiłoby jej problemu. A ona wybrała ucieczkę. Dlaczego?

Chyba pora się tego dowiedzieć.

Severus położył kota na sofie, a sam skierował do sypialni. Nie może się przecież pokazać w zwykłych dżinsach (czarnych) i koszuli (dla odmiany - czarnej). Nawet, jeśli to tylko Granger. Jest kobietą, a kobietom należy się szacunek. Tyle nauczyła go matka.

Mistrz Eliksirów otworzył szafę i krytycznie przyjrzał się swoi ubraniom. Czarne, czarne, czarne... Lubił czarny, czerń była jego znakiem rozpoznawczym (podobnie jak wielki nos i skrzywiony wyraz twarzy), ale czuł, że dzisiaj nie powinien być cały na czarno. Wybrał czarne spodnie w kant i ciemnoszarą, przechodzącą w srebro koszulę. Była ona podarunkiem od Lucjusza na któreś tam urodziny. Nigdy jej nie zakładał, chyba, że na wypady na miasto. Wtedy robiła furorę w klubach ze stroboskopami.

Do tego stroju postanowił założyć czarną marynarkę i czarne buty. Krawatu nie założył z jednej prostej przyczyny: żadnego nie miał. Severus uważał, że idiotyzmem jest noszenie krawatów, bo, co można powiedzieć o mężczyźnie, który dzień zaczyna od wiązania sobie pętli na szyi?

Wziął szybki prysznic, przebrał się, ogolił i spryskał dezodorantem, po czym pospiesznie skierował do wyjścia. Gdy już miał zamknąć drzwi, coś go tknęło. A jeśli to wcale nie jest dobry pomysł? Jeżeli Granger nie zastanie lub kobieta nie będzie chciała go widzieć? W końcu tydzień temu nie potraktował jej z należytą uprzejmością. Ale potem cię zaprosiła!, podszepnął mu głosik w głowie. W sumie...

Raz hipogryfowi Avada! Zamknął drzwi na klucz i dla bezpieczeństwa rzucił jeszcze Colloportus. Rozejrzał się, czy nikogo nie ma w zasięgu wzroku i teleportował się.

***

Wylądował w uliczce, niedaleko domu Granger. Szybkim krokiem podszedł do drzwi kamienicy, po czym przejrzał spis lokatorów. Smith, McKenzie, „Szkoła tańca”, Everglades, Johann... Nie było Granger.

No tak. Mógł się domyśleć, że dziewczyna zmieni nazwisko. Ciekawe tylko, na jakie...

Przez moment się wahał. Wejść? Ledwo pamiętał jak wyglądały drzwi do jej mieszkania, miały chyba zawieszoną złotą tabliczkę... Przynajmniej tak mu się wydawało.

Popatrzył na drzwi. Ciężkie dwuskrzydłowe z plakatem „Kurs tańca towarzyskiego – Szkoła panny Mitzi. Każdy może popatrzeć”. Hmm, interesujące...

Po chwili niepewności otworzył drzwi i wszedł po schodach na drugie piętro. Tam rozejrzał się dookoła. Były tu tylko trzy pary drzwi. Żadne nie miały złotej tabliczki. Cóż, może to wspomnienie z chwiejnej wyprawy po schodach... Zapukał do pierwszych z brzegu.

Otworzyła mu miła starsza pani. Zanim zapytała, czego chce, przyjrzała mu się uważnie. Chyba wypadł dobrze...

- Czego tu szukasz, kochanieńki? – spytała, uśmiechając się dobrodusznie.

- Czy tu mieszka Hermiona Granger? – odpowiedział pytaniem na pytanie, starając się nie brzmieć, jak demon piekielny. Jakoś nie chciał przerazić staruszki.

- Hermiona Granger? – zastanowiła się kobiecina. – Nie, w całej kamienicy nie mieszka nikt o takim nazwisku – powiedziała po chwili z przekonaniem.

- Jest pani pewna? Niewysoka, szczupła z burzą brązowych loków na głowie. Około trzydziestki. – Severus starał się przedstawić ją jak najdokładniej.

- Aara, chodzi panu o tą miłą dziewczynę spod dziewiątki? Tą, co uczy w szkole tańca? – zrozumiała staruszka.

- Cóż, chyba tak – odparł, zastanawiając się, czy to na pewno ona.

- To w takim razie miałeś błędne dane, kochanieńki, bo ona nie nazywa się jakaś tam Granger, tylko Paulina Johann – uśmiechnęła się kobieta, szczęśliwa, że może udzielić pomocy obcemu.

- Paulina Johann? A wie pani, gdzie ją mogę znaleźć? – zapytał.

- Wydaje mi się, że ma w tej chwili kursantów. Tam, na pierwszym piętrze – pokazała kierunek skąd dobiegały dźwięki skocznej melodii.

- Dziękuję – odparł sztywno i skinął głową na pożegnanie. – Do widzenia.

- Do widzenia, kochanieńki, do widzenia – powiedziała staruszka i zamknęła drzwi.

Paulina Johann? Co za dziwactwo...

Prychnął i zszedł na pierwsze piętro. Przed drzwiami zderzył się z jakąś blondynką.

- Idziesz czy nie? – warknęła na niego, po czym wsadziła mu w ręce torbę z jakimiś fatałaszkami i weszła do dużej sali z lustrami. Severus podążył za nią i powitało go zdziwione „Och” wydane przez kobietę w średnim wieku.

- Znalazłam go przed drzwiami – mruknęła blondynka.

- Och – powtórzyła jeszcze raz kobieta. – Paulina! Pozwól! – zawołała w stronę młodej, brązowowłosej kobiety. Granger!

Była Gryfonka podeszła do niego, nie zdradzając, że go zna.

- Słucham pana? – zapytała.

- Każdy może popatrzeć – powiedział, wskazując ręką na drzwi. – Zresztą, mam do pani parę pytań, panno Granger. Czy może raczej panno Johann? – zironizował.

- Rozumiem. Chce się pan zapisać? – spytała, podchodząc do stolika. W ogóle nie zwróciła uwagi na drugą część jego wypowiedzi.

Poczuł jak jego usta się poruszają: - Tak, chyba tak.

CO?! Chwila, moment... Nie, on tego nie powiedział, to nie może być prawda! Ktoś musiał rzucić na niego Imperius! Chociaż... nie czuje się jak pod Imperiusem...

Kobieta wyjęła czarny zeszyt i otworzyła na właściwej stronie.

- Pan...? – zawahała się, spoglądając na niego. Nie dała po sobie poznać, jak bardzo zaskoczyła ją jego odpowiedź.

- Dobrze wiesz – odgryzł.

- Pan Snape. – Zapisała coś. – Zapisuje się pan jako para czy sam? – padło kolejne pytanie.

- A jak sądzisz? Widzisz tu moją partnerkę? - Dzięki Merlinowi, że jego słynna ironia wróciła...

- A więc sam. Godzina – 45 dolarów. Za sześć lekcji z góry – rabat. Tańczył pan już? – Hermiona bardzo starała się ukryć uśmiech. Ten mężczyzna bawił ją niezmiernie, choć sama nie wiedziała, dlaczego.

- Nie. – Jego głos stawał się coraz chłodniejszy.

- Proponuję kurs dla początkujących. W grupie, która zaczyna, są jeszcze wolne miejsca. Zajęcia w środy, 19.30 przez osiem tygodni. – Podała mu kartkę, którą przejrzał pobieżnie.

- Dziękuję, będę – wypluł i już zmierzał do wyjścia, gdy zatrzymał go głos Granger:

- Panie Snape? Dokąd pan idzie?

Popatrzył na nią jak na kretynkę. Idzie do domu, przyjdzie tutaj w środę o 19.30. Czy to tak trudno zrozumieć?

- Kurs zaczyna się teraz – wyjaśniła z błyskiem oku. Tak, Severus Snape by zdecydowanie zabawny.

Obok Severusa przeszedł młody, czarnowłosy chłopak.

- A tak. Środa, dziewiętnasta trzydzieści – zorientował się. W zaciszu umysłu dał sobie mentalnego kopniaka za nieznajomość daty i godziny.

- Proszę poczekać tam, zaraz zaczniemy. – Wskazała dłonią parę krzeseł, uśmiechając się nieznacznie. Może być ciekawie...

Severus posłusznie poszedł we wskazane miejsce i usiadł na krześle. To mogło być ciekawe doświadczenie...

niedziela, 09 stycznia 2011, mionka94
Komentarze
2011/01/09 21:14:32
pierwsza ;d;d. Nie no świetnie. Widać że Hermiona będzie miała ubaw z uczenie Sevarusa tańca! Mam nadzieje że nie skończysz tego bloga tak jak skończył się film bo nie wiem co bym ci zrobiła! No ale wszystko w twoich rękach. Z niecierpliwością czekam na następną.
-
2011/01/09 21:28:28
O nie mogę, alem się uśmiała xD Wiesz, to polecam się na przyszłość, jeśli chodzi o motywowanie :D I dziękuję bardzo za dedykację ;* Nawet nie wiesz, jak się ucieszyłam, widząc, że to dziś, a nie jutro jest nowy rozdzialik :D Ale nie dziwię się, że Hermiona miała ubaw z Severusa, on faktycznie jest zabawny xD A ten kotek biedny był... :( Dobrze, że Sev się nim zajął ;) Cholera, już mnie zżera ciekawość, jak to będzie na tym kursie ;) Więc wiesz, masz nowy rozdział zacząć pisać ;P A właśnie, w ogóle miłym zaskoczeniem była informacja, że Hermiona stała się moją imienniczką ^^
Pozdrawiam serdecznie i weny życzę ;),
Ines
-
2011/01/10 16:10:11
ha ha ha !!!
sikam ze śmiechu jak sobie wyobrażę, że Snape będzie się uczył tańczyć :D
oczywiście nie dosłownie (zn się sikam :D)
genialny pomysł...
!!
gratulacje...
oczywiście czekam na ciąg dalszy ... i życzę weny... (taa... to bardzo samolubne)
pozdrawiam, Gee :))
-
2011/01/10 17:11:00
Ołł jee, Snape będzie tańczyć!!! Historia fajnie się rozwija, zdecydowanie robiąc smaka na więcej ;D A powiedzenie "raz hipogryfowi Avada" rozśmieszyło mnie prawie do łez, naprawdę trafne... Chester bardzo mi tu pasuje, w sumie sama nie wiem jak i czemu, ale pasuje, jest dobrze. No i dziw, że starsza pani, bez jakichkolwiek uszkodzeń, przeżyła spotkanie z naszym uroczym professorkiem ("kochanieńki") xD Podsumowując, miło się czyta i czekam na ciąg dalszy :)) Pozdr!
-
2011/01/10 18:28:16
To się robi ciekawiej, błagam dodaj jak najszybciej i następny rozdział, nie mogę się doczekać jak będzie wyglądała ta lekcja.
I co najdziwniejsze, mam nadzieję, że wyjaśnisz dlaczego ona zmieniła imię i nazwisko ....
-
2011/02/04 19:40:35
Błagam Cię dodaj następną notkę, chce się odstresować po egzaminach, poczytać sobie, a tu nadal nic nie ma .... Plissssssss napisz coś tylko szybko. Kurdę strasznym jestem nie cierpliwcem xD