|
|
Blog > Komentarze do wpisu
Rozdział I
Okej, wiem, długo czekaliście, ale dopiero dzisiaj skończyłam się męczyć z rozdziałem. Nie jest on może jakiś wybitny, lecz następuje tu spotkanie głównych bohaterów. Początkowo miałam przez kilka rozdziałów zajmować się tylko Severusem w myśl głównego wątku filmu, jednak Wena chciała inaczej :D W tej notce chyba najbardziej podoba mi się fragment testamentu Severusa :)
Liczę na komentarze, bo inaczej Wena może się rozmyślić, co do kontynuacji. Ostatnio nie mam natchnienia na nic, nawet na 'I believe'.
Za błędy przepraszam - gdybym miała więcej czasu, sił i nie kichała, co chwilę, to może udałoby mi się skuteczniej przejrzeć tekst.
I. - Do zobaczenia jutro, Sev. Miłego dnia – powiedział Lucjusz, wstając ze swojego stołka. - Do zobaczenia, Lu – odrzekł Snape. Przed dwoma godzinami spotkali się w Dziurawym Kotle, zupełnie przypadkowo i nawiązali rozmowę. W efekcie poszła cała butelka Ognistej, sporo szklanek tequilli i kilka paczek papierosów. - Ne zabij się po drodze, Sev. Mimo, że jesteś wrednym draniem, chciałbym cię jutro zobaczyć całego – powiedział jeszcze Malfoy i wyszedł, lekko się chwiejąc. Arystokraci z reguły nie mieli mocnych głów… Snape nic nie odpowiedział, tylko rzucił kilka galeonów na ladę i poszedł za przyjacielem. Nawet nie wiedział, jak bardzo się chwieje, dopóki nie przywalił czołem we framugę drzwi. Barman popatrzył za nim z litością. Na dworze, Severus trzeźwo stwierdził, że podczas aportacji mógłby się rozszczepić, więc zdecydował się na mały spacer wzdłuż ulicy, dopóki nie przestanie mu szumieć w głowie. To będzie znak, że może się teleportować bez przeszkód. Szedł wolno, przyglądając się wystawom i przechodniom. Wszyscy się wiecznie spieszyli, nikt nie miał czasu przystanąć i porozmawiać. Nie żeby Severus Snape tego chciał, ale jednak… Spojrzał w górę. Zmierzchało. W trakcie spaceru znalazł się w nieznanej sobie części Londynu, choć sądził, że zna go całkiem dobrze. Widać to były jakieś obrzeża. Poszedł wzdłuż ulicy, nieco przyspieszając krok. Musiał znaleźć dogodne miejsce do aportacji, gdyż nie miał ochoty na zmienianie pamięci mugolom, będącym, przez przypadek, świadkami użycia magii. Nagle poczuł mocne uderzenie w głowę, a przed oczami zobaczył gwiazdy. Wpadł na latarnię. Cóż… Rozejrzał się, czy nikt go nie widział i już miał ruszyć dalej, gdy coś go zatrzymało. Albo raczej ktoś. Stała w oknie starej kamienicy i spoglądała nieobecnym wzrokiem w dal. Przez uchylone okno wpadał strumień powietrza i rozwiewał jej bujne loki. Po policzkach spływały łzy. Z ust Severus wyrwało się zdumione „Granger?”, doskonale słyszalne na pustej ulicy. Młoda kobieta w oknie szybko wytarła mokre policzki i popatrzyła z przestrachem w dół. - Profesor Snape?! – wykrzyknęła cicho. - Nie jestem już twoim profesorem, więc nie zwracaj się tak do mnie – wymamrotał. Nagle zakręciło mu się w głowie, więc oparł się o latarnię, żeby nie upaść. - Wszystko z panem w porządku? – zapytała. – Niech pan poczeka, zaraz zejdę i pomogę panu wejść do środka. Zniknęła mu z oczu. Moment później trzasnęły drzwi i małe, ciepłe ręce chwyciły go pod ramię. - Podnosimy, się, profesorze. No już. – Jej głos był przepełniony troską. - Daj mi spokój, Granger. Umiem chodzić samodzielnie – wywarczał, próbując odtrącić jej dłonie. - Czyżby? Na moje oko jest pan zalany w trupa – odrzekła ironicznie. - Na twoje oko, to możesz… – Zamilkł. Coś chciał powiedzieć, ale alkohol skutecznie mu to uniemożliwił. Uniósł dłoń i pomasował skronie. Jednak ta ostatnia szklanka tequili nie była dobrym pomysłem… - Może opowie mi pan w środku? – zaproponowała Hermiona, uśmiechając się lekko. Zawsze opanowany i niezwyciężony, a teraz zniewolony przez alkohol. - Sądzę… sądzę, że… mógłbym na to przystać… ulica dziwnie wiruje… Kobieta nic już nie powiedziała, tylko energicznie pociągnęła go w stronę kamienicy. Ogromnym wyczynem było wtaszczenie półprzytomnego mężczyzny na drugie piętro i wepchnięcie go (w miarę szybko, tak by sąsiedzi nie zobaczyli) do małego mieszkania. Posadziła Severusa na kanapie, a sama poszła do kuchni po eliksir niwelujący skutki alkoholu. Gdy wróciła, zobaczyła niespotykany widok: Severus Snape, Mistrz Eliksirów, półleżał na jej czerwonej kanapie i donośnie chrapał. Hermiona uśmiechnęła się i wygodnie ułożyła mężczyznę. Następnie przyniosła eliksir trzeźwiący i sama położyła się spać. *** Severus miał dziwny sen. Śniło mu się, że zalał się w trupa w towarzystwie Lucjusza, a następnie dotarł pijany do obrzeży Londynu i spotkał Granger, której nikt nie widział od paru ładnych lat. Gryfonka chyba zaprowadziła go do siebie, ale ostatnim, co pamiętał dość wyraźnie były wirujące kostki na chodniku. Reszta zlewała się w niewyraźną masę obrazów i dźwięków. Otworzył oczy, ale natychmiast je zamknął, bo mrugające światło było nie do zniesienia. - Co… do cho… hik!... cholery…? - Widzę, że już panu lepiej – zabrzmiał ironiczny kobiecy głos, gdzieś obok. - Zgaś to światło! – wrzasnął, a jego krzyk rozszedł się niczym huk po jego biednej, obolałej głowie. - Nie potrafię zgasić słońca, ale mogę zasłonić okno, jeśli tak to panu przeszkadza – odparła. - Zrób cokolwiek, tylko zgaś to światło… – powiedział zrezygnowany. Głowa bolała go niemiłosiernie i miał wrażenie, że przy każdym najlżejszym szmerze troll górski wali go maczugą po głowie. Po chwili w pokoju zapanował błogosławiony półmrok i Severus zdecydował się uchylić ostrożnie powieki. Zobaczył fragment stołu, duży fotel, za nim regał z książkami, a obok regału drobną kobiecą postać. - Granger? – zapytał z wahaniem. - Nie, Wróżka-Zębuszka – odrzekła ironicznie. - W takim razie zgiń, przepadnij, maro nieczysta, wszystkie mleczne zęby już mi wypadły – wymamrotał Severus, niezbyt świadomy wypowiadanych słów. - Miło słyszeć. Proszę o wypić, profesorze. – Podała mu ciemnoniebieski, przejrzysty płyn z drobinkami czegoś zielonego. - Co to jest? – zapytał nieufnie. - Eliksir na kaca. - Nie przypominam sobie, żeby eliksir na kaca miał taki kolor – powiedział powoli, przypominając sobie wiadomości zdobyte w przeciągu ostatnich 35 lat. – Eliksir na kaca jest mętny i jasnożółty – dodał z przekonaniem w głosie. - To jest ulepszony eliksir na kaca. Dla pańskiej wiadomości, profesorze, pan go ulepszył – odparła zniecierpliwiona. - Naprawdę? Podejrzewam, że mogło tak być – pomasował skronie, próbując sobie to przypomnieć. - 16 stycznia 2004. Mówi to panu coś, profesorze? - Usiadła na brzegu kanapy, odstawiając fiolkę na stół. - Dobra, pamiętam. Nie musisz się nade mną pastwić, Granger. Dawaj ten eliksir. Wypił miksturę trzema łykami i poczuł ulgę, gdy nieznośny ból głowy zniknął. Obraz jakby się wyostrzył i nabrał kolorów. Również wspomnienia pojaśniały i stały się bardziej wyraziste. Pomimo tego, wydarzenia wczorajszego wieczoru nadal pozostały zamazane. Widać nawet eliksir na kaca nie jest doskonały... - Dlaczego tutaj jesteś? – zapytał wprost, mając cichą nadzieję, że uzyska odpowiedź. Usiadł i popatrzył uważnie na twarz kobiety. - Dlaczego pan tu jest, profesorze? – odpowiedziała pytaniem na pytanie. - Wolałbym, żebyś mnie tak nie nazywała. – Skrzywił się. - Dlaczego tu jesteś, Severusie? – powiedziała miękko. - Zaciągnęłaś mnie siłą do swojego mieszkania wczoraj wieczorem- odparł z sarkazmem. - O, przepraszam! To ty wtoczyłeś mi się przez drzwi, półprzytomny od alkoholu! - Może trzeba było mnie zostawić na tej ulicy? Usiadłbym sobie i wytrzeźwiał, a tak to musze znosić twoje ględzenie! - Gdybym cię zostawiła, pewnie teraz dostałabym zaproszenie na pogrzeb! - Uwierz mi, w moim testamencie nie ma ani słowa o wysłaniu do ciebie zaproszenia na pogrzeb! - Napisałeś testament? – zapytała, żywo zainteresowana tą kwestią. Severus wymamrotał coś niezrozumiałego. - Możesz powtórzyć głośniej? – poprosiła. - Tak, napisałem, do cholery! Człowiek, taki jak ja, może się w każdej chwili spodziewać śmierci! Nie mam wiele do oddania, ale mimo wszystko... Zamilkł. Przypomniał sobie jak wrócił od magicznego notariusza z kopią testamentu w dłoni. Spędził tam dwie godziny uzgadniając wszystko. Nawet teraz mógł wyrecytować z pamięci fragment dotyczący rozdziału jego majątku... 2 lutego 2007 r. Ja, Severus Tobiasz Snape, w pełni władz umysłowych, decyduję, że mój majątek zostanie rozdzielony następująco: Mojemu przyjacielowi Lucjuszowi Malfoyowie pozostawiam dom przy Spinner’s End, w nadziei, że zostawi go w takim stanie, w jakim jest. Nie życzę sobie żadnych ozdobnych węży i ton złota, Lu. Zapisuję ci także całą skrytkę numer 476 w banku Gringotta z wszystkimi znajdującymi się w niej pieniędzmi oraz przedmiotami. Ufam, Lucjuszu, że zrobisz z tego dobry pożytek, choć forsy masz w nadmiarze. Mojej wieloletniej przyjaciółce Minerwie McGonagall zostawiam drugą skrytkę w banku Gringotta, tą z numerem 960. Pieniądze przeznaczam na dofinansowanie Szkoły Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie. Książki proszę przekazać do szkolnej biblioteki aczkolwiek do uczących się tam idiotów i tak nic nie dotrze. Dla Minerwy zostawiam także zapieczętowany list, który będzie jej przekazany po odczytaniu testamentu. Byłej żonie, Megan Lynch-Snape, zapisuję nasz dom w Londynie. I tak, teoretycznie, należał do ciebie, Meg. Moją ostatnią prośbą jest, by nikt z przyjaciół nie widział mnie martwego. Niech trumna pozostanie zamknięta na czas pogrzebu, o ile odnajdą moje ciało. Severus Snape - Przepraszam – usłyszał, a potem poczuł delikatny dotyk dłoni na policzku. - Ja... nie chciałam... - Dziękuję za gościnę, powinienem już iść – powiedział pospiesznie, odsuwając jej rękę. - Nie zostaniesz na śniadaniu? Jest dopiero siódma... - Muszę iść, Megan... – urwał. Pomimo, że się rozwiedli, on nadal nie odzwyczaił się używać tego typu wymówki. - Ale podobno... – Aha, czyli Granger czytuje Proroka. - Do widzenia – powiedział szybko, złapał płaszcz i praktycznie wybiegł z jej mieszkania. Na ulicy jeszcze się zatrzymał, by spojrzeć na kamienicę, z której właśnie wyszedł. Zauważył zasunięte zasłony w jednym oknie i uznał, że tam właśnie mieszkała Granger. Poniżej zobaczył wielki szyld: „Szkoła tańca panny Mitzi”. Gdy zobaczył odsuwane zasłony w oknie Gryfonki, czym prędzej teleportował się na Spinner’s End. Na szczęście nikt tego nie zobaczył... poniedziałek, 27 grudnia 2010, mionka94
Komentarze
2010/12/28 01:02:49
wspaniała kontynuacja. :D
bardzo ciekawe rozpoczęcie nowej historii... myślę, że tego jeszcze nie było :) z niecierpliwością czekam już na kolejne rozdziały, życzę weny i pozdrawiam, Gee :))) 2010/12/28 10:09:11
Bardzo, bardzo mi się podoba i już teraz czekam z niecierpliwością na ciąg dalszy. Uważam, że ta historia już niedługo dopisze się do listy moich ulubionych. Mam nadzieję, że Wena nie opuści Cię w najmniej oczekiwanym momencie i że szybko pojawi się coś nowego. Pozdrawiam- zakatarzona Rokitka.
2010/12/28 18:46:29
Bardzo mi się podobało. Wizja pijanego Severusa jest niezwykle zabawna ;) Uśmiałam się nieźle przy niektórych wypowiedziach ;) Dziwi mnie jedynie, że Hermiona od razu przeszła z nim na ty. Coś było między nimi wcześniej? No jeszcze jedno pytanie mam: dlaczego Hermiona płakała? Co się stało wcześniej? No i w ogóle dlaczego tak krótko?! Żądam następnym razem dużo dłuższego rozdziału!! ;P
Weny, weny i weny! Pozdrawiam, Ines 2010/12/29 16:58:08
Severus zalany w trupa i to na ulicy? Moja wyobraźnia ma granice. Poza tym kto jak kto, ale wątpię, żeby pozwolił Granger od razu mówić do niego po imieniu. To raczej nie ten typ człowieka.
Pomysł ogólnie ciekawy, chociaż wplątanie TEJ pary, akurat w TEN film, raczej mi się nie widzi. Biorąc pod uwagę, jak się kończy film... Mam jednak nadzieję, że Megan się więcej nie pojawi i zostanie to jednak HG/SS, z jako takim happy endem. Bo pomysł tańca jest ciekawy :D Ufam, że zakończysz to ciekawiej, niż się zapowiada, z racji filmu. Pozdrawiam S.SS 2010/12/29 16:58:57
To jest świetne!!! Chociaż osobiście wolę blogi, w których Hermiona nadal chodzi do szkoły, a Snape jest w niej profesorem, to to opowiadanie i tak jest fantastyczne!!!:P
Zastanawiam się o co chodzi z tą szkołą tańca, bo ona chyba nie należy do Hermiony, nie? Nie wiem, w każdym razie jestem strasznie ciekawa kolejnego rozdziału i mam nadzieję, że napiszesz go szybko. Poza tym, życzę Szczęśliwego Nowego Roku i pozdrawiam, Emmiona. 2010/12/30 09:17:45
Zdecydowanie czekam na kontynuację :) Severus trochę za mało zgryźliwy, ale i tak mi się podobało :)
pozdrawiam i życzę weny 2010/12/30 23:53:32
Jak to się stało, że przegapiłam moment w którym ten rozdział pojawił się w sieci? Niechybnie się starzeję...;p a tak już trochę poważniej, to pierwsza myśl, która mi się nasunęła w trakcie czytania tego tekstu, to coś w stylu: "Snape pijany na ulicy? A ona [tj. Hermiona] tego nie wykorzystuje?!", ale ja jestem skrzywiona, co zresztą widać w moich miniaturach ;D dobra, dosyć o mnie! Rozdział bardzo dobry i bardzo mi się podoba. Snape mimo, że w dość ciekawym stanie, nie stracił nic ze swej złośliwości i ogólnego "ortodoksyjnego optymizmu", słowem: bosski! Hermiona też ma pazur ("Nie, Wróżka-Zębuszka") ale to bardzo dobrze. Nienawidzę, kiedy z Granger robi się taką życiową ciamajdę, to zupełnie do niej nie pasuje. Jedyna rzecz, która mnie trochę irytuje, to fakt, że Sev miał żonę. Niby jaką, skąd i gdzie. Nie pasuje mi to, dlatego super, że już po tej szczęśliwszej ceremonii (czyt. po rozwodzie). Boję się tylko, że on ją wciąż może kochać... Ale chyba mu przejdzie, prawda? No nic, zanudziłam Cię pewnie na śmierć, więc jeszcze tylko krótko najlepszego w nowym roku oraz tradycyjnie weny!! Pozdr :))
2011/01/08 13:48:59
Bardzo mi się podoba ten blog i to opowiadanie, Severus pijany był taki jakiego sobie wyobrażałam, a Hermiona nie jest tą już dziewczynką z lat szkolnych. Ciekawi mnie dlaczego płakała, może zrobisz tak samo jak w filmie, albo Wen całkiem co innego wymyśli. Testament był boski, uśmiałam się go czytając. Rewelacyjnie to ukazałaś. Życzę dużo weny i pisz. Tylko szybko :)
|
P.S. Czekam również na rozdział na "I believe" :p